Byłam dziś na pierwszej konsultacji w poradni onkologicznej.
Przyznaję, że poszłam z nastawieniem lekkiego użalania się nad sobą. Żeby już ustalić termin przejścia na drugą stronę, wybrać nagrobek i pojednać się ze Stwórcą.
Onkolog nie dał mi nawet jednego pytania zadać, tylko przerwał i powiedział, żebym go wysłuchała i dała mi pracować. Byłam w gabinecie 2 min. Potem pobranie krwi i skierowanie na pogłębioną diagnostykę.
Pacjenci onkologiczni mają zazwyczaj bardzo pozytywne nastawienie - szybko się wyleczyć, do roboty i korzystać z życia. Miałam okazję z kilkoma porozmawiać, czekając w kolejce. Jeden pan, troszkę starszy ode mnie, dobrze wyglądał, ok 3 lata po chemioterapii. W telefonie miał zdjęcie dwójki swoich dzieci.
Trzymajcie kciuki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz